Hiacyntus vel Vel

Kuria w Częstochowie pozwała księdza. Pod sądem modlono się z różańcami w ręku. Świadek: "Jesteśmy nękani"

Spór o pustelnię w Czatachowie trafił do sądu. Kuria częstochowska domaga się eksmisji suspendowanego księdza Daniela Galusa i osób przebywających na terenie dawnej pustelni. 6 marca w Sądzie Rejonowym w Myszkowie odbyła się druga rozprawa w tej sprawie.
Przed Sądem Rejonowym w Myszkowie trwa proces z powództwa kurii częstochowskiej przeciwko księdzu Danielowi Galusowi, który według archidiecezji przebywa na terenie dawnej Pustelni Zesłania Ducha Świętego w Czatachowie nielegalnie. Pozew o eksmisję został złożony w lipcu 2025 roku. Kościół jest właścicielem nieruchomości i domaga się jej opuszczenia przez duchownego oraz osoby związane z jego wspólnotą. Druga rozprawa w tej sprawie odbyła się 6 marca.
Wieloletni konflikt
Spór między kurią a księdzem Danielem Galusem trwa od kilku lat. Duchowny pozostaje objęty kościelną karą suspensy, jednak nie podporządkowuje się decyzjom władz kościelnych i nadal przebywa w pustelni wraz z członkami swojej wspólnoty.
Suspensa oznacza m.in. zakaz noszenia sutanny, odprawiania mszy i udzielania sakramentów. Mimo tego ksiądz Galus nadal prowadzi działalność religijną i publicznie krytykuje kościelnych hierarchów. Arcybiskupa Wacława Depo oraz jego współpracowników nazywał m.in. „sługami Szatana w sutannach”.
Zwolennicy modlili się przed sądem
Pierwsza rozprawa w tej sprawie odbyła się 16 stycznia. Tego dnia przed budynkiem sądu w Myszkowie zgromadziło się kilkadziesiąt osób wspierających księdza Daniela Galusa. Modlili się w jego intencji jeszcze przez kilkadziesiąt minut po zakończeniu posiedzenia.
Podobna scena rozegrała się również 6 marca. Przed drugą rozprawą przed Sądem Rejonowym w Myszkowie zebrała się grupa zwolenników duchownego. Z transparentami i różańcami modlili się za księdza Galusa. Sam duchowny jeszcze przed wejściem na salę rozpraw błogosławił kilka osób i odpowiadał na pytania dziennikarzy.
- Jestem kapłanem Archidiecezji Częstochowskiej. Kiedyś prowadziłem życie pustelnicze, więc można było powiedzieć - kilka lat temu - że byłem pustelnikiem. Dziś jestem kapłanem i ewangelizatorem, bo ewangelizuję wszystkich ludzi, którzy przyjeżdżają do nas, do Kościoła katolickiego, aby się modlić. Moja obecna posługa ma właśnie charakter ewangelizacyjny – służę wszystkim, którzy szukają Pana Boga, głosząc im Pana Jezusa, Jego miłość i Jego miłosierdzie. Kapłaństwo jest udzielane na zawsze, nie tylko do śmierci - kapłanem jest się na zawsze. Dlatego jeśli ktoś mówi, że nie jestem kapłanem, to po prostu kłamie - mówił przed rozprawą Daniel Galus.
Przeciwnicy pustelni i kuria nazywają wspólnotę z Czatachowej po prostu sektą.
- Nie jesteśmy żadną sektą. Żyjemy w pełni nauką katolicką, nie ma tu żadnych herezji, wszystko jest zgodne z nauką Ewangelii. Dlatego uważam, że kiedyś ksiądz Bakalarz i ksiądz arcybiskup będą musieli za to przeprosić, bo to bardzo poważne oszczerstwo, które gorszy wiernych - dodał Galus.
Była członkini wspólnoty zeznaje w sądzie
Kuria nie kryje, że liczy na odzyskanie terenu, który jej zdaniem Daniel Galus zajmuje nielegalnie.
- Nasza obecność tutaj i sam proces są dla nas przede wszystkim przykrym obowiązkiem. Nie robimy tego z żadną satysfakcją, tym bardziej z radością. To po prostu próba odzyskania miejsca, które zostało zawłaszczone przez księdza Galusa i zgromadzonych wokół niego ludzi - mówił jeszcze przed rozprawą rzecznik kurii, ks. Mariusz Bakalarz.
Dlaczego kuria zdecydowała się na otwartą wojnę ze wspólnotą?
- Miejsce zostało wyłączone z kultu liturgicznego. Biskup ma prawo podjąć taką decyzję. Stało się tak dlatego, że zamiast miejscem kultu religijnego stało się ono miejscem buntu i różnego rodzaju manifestacji - dodał rzecznik kurii.
Podczas drugiej rozprawy zeznawała właścicielka działki bezpośrednio graniczącej z kościołem. W latach 2011–2020 należała ona do wspólnoty działającej przy pustelni.
- Wystąpiłam ze wspólnoty, bo zniechęciła mnie postawa księdza, który zaczął głosić tezy niezgodne z nauką Kościoła, oderwane od rzeczywistości - mówiła w sądzie. Podkreślała również, że po odejściu ze wspólnoty nie może swobodnie korzystać ze swojej działki.
Świadek była pytana o działki znajdujące się w Czatachowie. Według niej większość z nich należy do kurii. Sąd próbował ustalić, dlaczego pozwany rości sobie prawo do przebywania w pustelni.
- Ksiądz biskup chciał, żeby Daniel Galus nie był zwykłym księdzem, ale pustelnikiem. Dlatego trafił właśnie do Czatachowy. Jednak powinien zastosować się do poleceń biskupa, kiedy ten upominał go za swoją działalność - mówiła kobieta.
Jej zdaniem kuria zbyt późno zareagowała na sytuację w pustelni.
- Uważam, że to wina kurii, że za późno zajęła się sprawą. Należało zrobić to wcześniej. Opieszałość sprawiła, że pojawiają się dziś pomysły o zasiedzeniu - mówiła.
„Nie mogę korzystać z mojej działki”
Świadek twierdziła, że od czasu odejścia ze wspólnoty pojawienie się na jej działce z rodziną wywołuje agresywne reakcje.
- Nie mogę korzystać z mojej działki o powierzchni 2,5 tys. metrów kwadratowych. Pojawienie się tam z rodziną wywołuje akty agresji. Wielokrotnie prosiliśmy kurię o reakcję. Brak działań sprawił też, że nasze działki straciły na wartości - mówiła.
Jak dodała, wraz z rodziną wytoczyła proces cywilny zarówno kurii, jak i księdzu Galusowi w sprawie zakłócania spokoju.
- Dwie napaści miały miejsce w pobliżu pustelni. Byliśmy wtedy z małymi dziećmi. Powstało nagranie, którego nigdy nie upubliczniliśmy. Widać na nim, kto kogo obrażał i atakował. Mój syn do dziś nie chce tam jeździć - relacjonowała.
Podczas jej zeznań z części ław dla publiczności słychać było śmiech. Sędzia kilkakrotnie uciszał obecnych na sali zwolenników księdza.
Kto trzęsie Czatachową?
Kobieta mówiła również o funkcjonowaniu wspólnoty.
- Był kod, trzeba było zapukać i dopiero wtedy wpuszczano do środka. To było w czasie pandemii. Kiedy policja interesowała się sprawą, zamykali się na cztery spusty - zeznawała.
Według niej to ksiądz Galus organizuje życie w pustelni. Wspomniała też o kamerach zamontowanych na dachu domu, w którym mieszka duchowny.
- Nagrania z tych kamer trafiają do internetu. Widać na nich osoby znajdujące się także na sąsiednich działkach - mówiła.
Spór o działalność gospodarczą
Podczas przesłuchania ksiądz Galus zapytał świadka, czy czerpała korzyści majątkowe z obecności we wspólnocie.
- Świadczyłam darmowe usługi na rzecz pustelni przez wiele lat. Organizowałam rekolekcje. Na swojej prywatnej działce prowadziłam też sklepik. Działał legalnie, odprowadzałam podatki. Pan Galus uważa, że to było czerpanie korzyści majątkowych, ale to błędne rozumienie prawa własności - odpowiadała kobieta.
Obrońca księdza zwrócił uwagę, że kupując działkę w 2015 roku wiedziała, że sąsiaduje ona ze wspólnotą. Jego zdaniem mogło to świadczyć o chęci korzystania z ruchu pielgrzymkowego.
Świadek przyznała, że wcześniej pracowała w firmie farmaceutycznej, ale poświęcała coraz więcej czasu na działalność w pustelni.
- Zaangażowałam się bardzo w działalność wspólnoty. Ksiądz Galus przekonał mnie do porzucenia pracy i otwarcia firmy rękodzielniczej. Później zamknęłam sklep, bo nie podobało mi się to, co zaczęło się tam dziać – powiedziała.
Na okolicznych działkach powstawały również inne działalności gospodarcze - m.in. sklepiki i parking. Z czasem zostały zamknięte. Według obrońców księdza Galusa osoby prowadzące te działalności korzystały z ruchu wokół pustelni, natomiast zdaniem wspólnoty w jej otoczeniu nie powinno się zarabiać.
W trakcie zadawania pytań ksiądz Galus zwrócił się bezpośrednio do świadka.
- Nie idź w tym kierunku. Ja ci wybaczam. Dlaczego to robisz? – mówił.
Skargi sąsiadów
Następnie zeznawał przedsiębiorca mieszkający w pobliżu pustelni od 1998 roku.
- Jesteśmy nękani. Nie da się normalnie żyć przez nieustanną działalność pustelni. Złożyliśmy pozew cywilny w tej sprawie. Najpierw próbowaliśmy załatwić sprawę polubownie i prosiliśmy o wyłączenie zewnętrznego nagłośnienia, ale bez skutku. Mieliśmy wrażenie, że chcą nas stamtąd wypędzić - mówił.
Według niego natężenie uciążliwości wzrosło szczególnie w 2022 roku.
- Wtedy w pustelni zaczęły odbywać się spotkania, które wcześniej organizowano gdzie indziej. Najpierw od rana do wieczora w weekendy, a później - mimo naszych uwag - także w dni powszednie - relacjonował.
Kuria "wyhodowała" sobie Daniela Galusa na własnej piersi
Przypomnijmy, że Daniel Galus przez pięć lat studiował u paulinów, jednak ostatecznie święcenia kapłańskie przyjął w 2007 roku w archidiecezji częstochowskiej. Wtedy osiadł w Pustelni Zesłania Ducha Świętego w Czatachowie.
Wokół niego szybko powstała Wspólnota Miłość i Miłosierdzie Jezusa. Przed pandemią jej działalność przyciągała tysiące osób. Regularne spotkania w Hali Sportowej Częstochowa gromadziły każdorazowo kilka tysięcy uczestników.
Konflikt z hierarchami narastał jednak od lat. Kuria zwracała uwagę na brak zatwierdzonych statutów wspólnoty. Spór zaostrzył się w czasie pandemii, gdy ksiądz Galus kontestował wprowadzone obostrzenia i nie podporządkowywał się decyzjom kościelnym.
W kwietniu 2022 roku arcybiskup Wacław Depo nałożył na niego karę suspensy. Od tego momentu kapłan ma zakaz sprawowania sakramentów i noszenia sutanny.
Sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta w lutym 2025 roku. Do prokuratury wpłynęło wówczas zawiadomienie o planowanym zamachu na arcybiskupa Wacława Depo. Śledczy sprawdzają, czy radykalne wypowiedzi księdza Daniela Galusa mogły mieć wpływ na to zagrożenie. Jednak spór ciągnie się od lat i jego końca nie widać.
Jak na zarzuty o opieszałości w sprawie wcześniejszej reakcji na działalność Galusa odpowiada kuria?
- Pierwsze ograniczenia dotyczące organizowania takich spotkań zostały wprowadzone już w 2017 roku, a więc przed pandemią. Trzeba jednak pamiętać, że bardzo trudnym zadaniem biskupa diecezjalnego jest reagowanie w sytuacji, gdy pojawia się jakieś dzieło duszpasterskie, a jednocześnie nie zniszczyć tego, co w nim dobre. Kiedy zaczęły pojawiać się problemy, próbowaliśmy je regulować i reagować na nie. Gdy nie przynosiło to skutków, konieczne było podjęcie bardziej radykalnych decyzji. Pandemię ksiądz Galus wykorzystał natomiast w sposób narzędziowy i manipulacyjny, przedstawiając ją jako powód, dla którego został ukarany. Tymczasem absolutnie nigdy nie był karany za kwestie związane z pandemią. Wystarczy przytoczyć dokumenty, które otrzymywał - jasno pokazują one, że nie był to powód nałożonych na niego kar - przekonywał rzecznik kurii ks. Mariusz Bakalarz.
„Będziemy się bronić do końca”
Sąsiedzi pustelni przekonywali w piątek w sądzie, że życie w jej bezpośrednim sąsiedztwie jest coraz trudniejsze. Z kolei członkowie wspólnoty nie chcieli słyszeć o eksmisji. Sprawa na pewno nie zakończy się na rozwiązaniu sporu o teren zajmowany przez pustelnię.
- Będziemy się bronić. Zostaniemy tu do końca świata. Jeśli przegramy, złożymy apelację - zapowiedział ksiądz Daniel Galus, pytany o możliwy wynik procesu.
W tym samym czasie, gdy w sądzie zeznawali świadkowie, w spokojnej z pozoru Czatachowie z głośników rozstawionych przed pustelnią rozbrzmiewały modlitwy zgromadzonych wewnątrz uczestników nabożeństwa. "I tak jest tutaj niemal codziennie" - mówią sąsiedzi pustelni.
naszemiasto.pl/…mi-w-reku-swiadek-jestesmy- …
642